o.
strasznie dużo tu kurzu.
ale wspomnienia przykryte tą warstwą wciąż są żywe.
ledwo, ale dyszą...
† L. † 2010-02-21 00:29:31
skomentuj (0)
© I LOVE LOLLIPOP ©
choroba.
Niema to jak trawiąca od wewnątrz
organizm choroba.
Wewnętrzna choroba może być zarówno
psychiczna jak i fizyczna.
Gdy dotyka nas tylko jedna z nich,
wyjście z tego jest dosyć proste. Idziesz do lekarza i się leczysz.
Z lepszymi lub gorszymi skutkami, ale zawsze to coś. Gorzej jest,
gdy dobierają się do naszego organizmu dwie choroby jednocześnie.
Jedna robi spustoszenie w najważniejszym z organów,
którym jest mózg; druga robi spustoszenie w trochę
mniej ważnych organach, ale atakuje najczęściej kilka na raz.
Kiedy
próbujemy sobie dać rade z chaosem w naszej głowie, dojść
do jakichś konkretnych wniosków, wyjść z kryzysu
psychicznego, ustalić życiowe priorytety, zrobić cokolwiek co nam
może pomóc atakuje nas ten drugi potwór. Zabiera
ostatki jako takiego przejrzystego myślenia, potem zabiera płynny
oddech, zmusza do kaszlu, powoduje jeszcze większy ból, ten
drugi ból - ból fizyczny.
I człowiek opada z sił.
Nie wie już nic; nie wie co będzie dobre, a co złe.
Chaos, chaos...
jest przygniębiający.
† L. † 2008-12-23 20:28:58
skomentuj (0)
© I LOVE LOLLIPOP ©
tworzę herezję i prawdę jednocześnie.
mogę, prawda?
dlaczego mam tak beznadziejnie, że raz mam
olewkę na wszystko dookoła, potrafię podejść do sytuacji, które mnie
spotykają z dystansem. a kiedy indziej włącza mi się taka mała lampka w
głowie i zaczynam wszystkim się przejmować.
brakuje mi czułości, ciepła, poczucia bezpieczeństwa.
lubię być nie zależna, sama decydować o swoim czasie i tym co będę
robić w danej chwili. nie zastanawiać się czy w tym momencie wypada to
i to, czy tego nie wypada, bo druga osoba może sie zniesmaczyć czy
uznać to sarkastyczne podejście do jej mości.
ale z drugiej strony chciałabym mieć kogoś, dla kogo z chęcią
znajdę czas, kto ten czas również poświęci dla mnie. da mi to ciepło,
to poczucie bezpieczeństwa, taką radość z przebywania razem. kto mnie
jak trzeba będzie zrozumie, rozśmieszy, powygłupia się, będzie
oparciem.
i nie chodzi mi tutaj, o przyjaciół. bo jako takich mam. podobno.
przynajmniej tak ich nazywam. i czasami bieda bywała, oni byli. podobno
"przyjaciół poznaje się w biedzie". więc to by do tego pasowało.
chociaż czasami, jak to zwykły człowiek bywają chwile, że ma się co do
tej przyjaźni wątpliwości.
ale wracając do sedna.
nie raz od niektórych osób nie wymagam z byt wiele. nie chcę od
nich nie wiadomo czego. nie narzucam się, nie namawiam za wszelką cenę
- i wiem to, jestem tego świadoma. mimo to, czasami albo próbuję sobie
wmówić, albo wymyślam... i za wszelką cenę staram się sobie wewnętrznie
udowodnić, że właśnie w tym momencie ta i ta osoba, przez takie i takie
moje słowa doszła do wniosku, że ja chyba trochę przesadzam, że się
narzucam i najlepiej zakończyć nasze dzisiejsze obcowanie.
a ja podświadomie wiem, że tak nie jest, że po prostu jest tak i
owak i to jest naturalna kolej rzeczy iż kończy się rozmowa, kończy się
spotkanie,
kończy się... etc.
i co z tego, że to wiem? skoro i tak pół nocy przeleżę i będę się zastanawiam nad różnymi czynnikami.
i mimo tego, że wyszłam z założenia, że takie rozmyślanie,
gdybanie, snucie domysłów - na dany temat, o danej sytuacji - czy
jakkolwiek by to nazwać jest zdecydowanie bez sensu i do niczego
konkretnego nie prowadzi, a tylko nie raz pogarsza sytuację - to mi się
to zdarza. zdarza mi się to bezsensowe myślenie o niebieskich migdałach.
in background: bones of love.
† L. † 2008-12-09 00:58:32
skomentuj (0)
© I LOVE LOLLIPOP ©
Lay by ME only for this BLOG ^o^
picture by L. ( I'm L. ;d )